W świecie nowoczesnego cukiernictwa, gdzie granice między kulinariami a sztuką wizualną zacierają się z każdym rokiem, pojawiają się talenty absolutnie wyjątkowe. Takim talentem jest bez wątpienia Martyna Korzec – triumfatorka naszego konkursu i bohaterka finałowej odsłony cyklu „Wschodzące Gwiazdy Cukiernictwa”. Jej praca udowadnia, że tort nie musi być jedynie eleganckim deserem o klasycznym kształcie. W rękach Martyny staje się on rzeźbiarską materią, z której można wykreować monumentalne, dzikie krajobrazy, wciągając widza w niesamowitą, trójwymiarową opowieść.
Od tradycyjnych wypieków babci do mistrzowskiego kunsztu
Każda wielka podróż kulinarna ma swój początek w smakach dzieciństwa. Dla Martyny ten początek pachniał tradycją. Z fascynacją przyglądała się mamie i babci, które w domowej kuchni wyczarowywały starodawne, sprawdzone od pokoleń słodkości. Z czasem sama zaczęła dołączać do tych rytuałów, pomagając w przygotowaniach. Przełomowym momentem, który zmienił niewinną ciekawość w prawdziwą pasję, był prezent od mamy – pierwsza, dziecięca książka kucharska. To właśnie te wczesne, domowe lekcje pieczenia i pierwsze samodzielne eksperymenty z przepisami zbudowały solidny fundament, na którym Martyna oparła swój dzisiejszy, wirtuozerski wręcz warsztat.
Dziś, mając w rękach tytuł zwyciężczyni, Martyna patrzy w przyszłość z odwagą. Jej największym, krystalizującym się powoli marzeniem jest otwarcie własnej, autorskiej cukierni. Miejsca, w którym te dawne echa tradycji będą spotykać się z nowoczesną formą, a goście będą mogli na co dzień doświadczać jej niezwykłego wyczucia smaku i estetyki.
Jadalny krajobraz: woda, skały i potęga intuicji
Zadania konkursowe wymagają od twórców wyjścia ze strefy komfortu. Kiedy Martyna zaczęła planować swój projekt, jej wyobraźnią zawładnął surowy, górski krajobraz z rwącym wodospadem. Początkowo targały nią wątpliwości – czy tak naturalistyczny, asymetryczny motyw obroni się w formie deseru? Jednak, jak przystało na prawdziwą artystkę, zaufała swojej silnej intuicji. Wiedziała, że ten pomysł to strzał w dziesiątkę i po prostu musi go zrealizować.
Praca nad tym monumentalnym projektem zajęła jej aż 5 dni pełnego skupienia. Martyna odeszła od klasycznego składania tortu na rzecz zaawansowanej techniki rzeźbienia (ang. carving). Zamiast gładkiego walca, stworzyła dynamiczną, skalistą bryłę.

Najbardziej hipnotyzującym elementem kompozycji jest bez wątpienia błękitny wodospad. Aby uzyskać efekt krystalicznie czystej, płynącej wody, Martyna wykorzystała izomalt – zaawansowany substytut cukru, który po stopieniu i zastygnięciu do złudzenia przypomina szkło. Dopełnieniem tego surowego pejzażu są imponujące, ręcznie modelowane drzewa z masy cukrowej oraz realistyczna, bujna roślinność i mech, do których wykonania mistrzyni użyła odpowiednio spreparowanego biszkoptu. To właśnie to zderzenie chłodnego izomaltu, gąbczastego biszkoptu i twardej masy stworzyło głęboko trójwymiarowy, naturalny wygląd.
Jednak – jak zdradza sama autorka – najtrudniejszym etapem wcale nie był izomaltowy wodospad, ale samo „ubranie” rzeźby. Wykreowanie realistycznej struktury skał, perfekcyjne dobranie kolorów i umiejętne rozprowadzenie kremowego tynku wymagało niesamowitej precyzji. Ostateczny, tak naturalny efekt surowego kamienia Martyna osiągnęła dzięki mistrzowskiemu cieniowaniu za pomocą barwników spożywczych.
Co fascynujące, mimo ogromnego skomplikowania projektu, Martyna wspomina te 5 dni jako proces płynny i pozbawiony większych kryzysów czy konieczności gorączkowej improwizacji. Dziś, oceniając swoje dzieło z dystansem, przyznaje z pełnym przekonaniem, że niczego by w nim nie zmieniła.

Detal ma znaczenie: warsztat mistrzyni
Mogłoby się wydawać, że do stworzenia tak wielkiej, rzeźbiarskiej formy potrzebne są ciężkie, skomplikowane maszyny. Tymczasem sekret sukcesu Martyny tkwi w minimalizmie i precyzji. Zapytana o narzędzie, po które w trakcie 5-dniowej pracy sięgała najczęściej, wskazuje niepozorną, mini silikonową szpatułkę. To ona była przedłużeniem jej dłoni, pozwalając na wyżłobienie najdrobniejszych pęknięć w jadalnych skałach.
W jej niezbędniku, bez którego nie wyobraża sobie funkcjonowania w pracowni, znajdują się trzy fundamentalne pozycje:
- Szpatułka silikonowa: niezastąpiona zarówno przy precyzyjnym modelowaniu, jak i delikatnym łączeniu mas.
- Rękawy cukiernicze: pozwalające na idealne dozowanie kremów i budowanie struktury ciasta.
- Formy oraz ranty: zapewniające stabilność podczas pieczenia i wstępnego składania bryły, zanim ta zostanie poddana procesowi rzeźbienia.
Zamiast wpatrywać się w jednego konkretnego mentora, Martyna czerpie z globalnego źródła inspiracji. Traktuje media społecznościowe jak wielką, niekończącą się galerię sztuki – obserwuje dokonania dziesiątek cukierników z całego świata, analizuje ich techniki i filtruje je przez własną, unikalną wrażliwość.
Nowa era słodyczy: czas na monoporcje
Zwycięstwo w konkursie to nie tylko dowód doskonałego rzemiosła, ale też dowód na to, że twórca doskonale czuje puls branży. Martyna ma bardzo wyrazistą wizję tego, w jakim kierunku podąży cukiernictwo w 2026 roku. Choć sama udowodniła, że potrafi zbudować potężny, narracyjny tort, uważa, że nadchodzące sezony będą należeć do formatów mikro.
Jej zdaniem rynek zdominują monoporcje – małe, niezwykle efektowne torciki, które zachwycają precyzją wykonania i stanowią zamkniętą w jednym kęsie symfonię smaków. Słodkie stoły, wypełnione po brzegi takimi małymi, biżuteryjnymi wręcz dziełami sztuki, staną się absolutnym standardem. Słuchając tych prognoz od osoby o tak niezwykłym zmyśle estetycznym, jesteśmy pewni, że to właśnie takie przemyślane, dopracowane w każdym milimetrze desery będą w przyszłości zdobić witryny jej wymarzonej, autorskiej cukierni. Zwycięstwo w naszym konkursie to zaledwie pierwszy, bardzo mocny krok na tej fascynującej drodze.
